31 stycznia 2014

Styczeń na startowo


12.01.2014 roku - zBiegiemNatury bieg 3 - nad jeziorem Szmaragdowym.



Pojechaliśmy na wariata ponieważ byliśmy z Jagodą, więc byliśmy spóźnieni już przy wyjściu z domu. A że startowaliśmy oboje, to Jagodę na miejscu miał przejąć Kamil z Adasiem, którzy przyszli na start za 5 jedenasta. Więc do końca nie wiedzieliśmy czy wystartujemy oboje. Piotr miał zostać jakby co. Nie było gdzie zaparkować (parking i droga były już zawalone po wiadukt) i Piotr kazał nam iść do biura zawodów po numery, a sam miał zaparkować i do nas dobiec. Udało się, w biurze byliśmy za 7 jedenasta. Zanim przypięliśmy numery, chipy, rozebraliśmy się do biegowych ciuchów był już prawie czas do startu, jeszcze chwila na przekazanie Kamilowi Jagody i wszystkich maneli i rura za linię startu!  Oczywiście bez rozgrzewki... 
Czas miałam sporo lepszy (teraz 30:15, ostatnio 30:57). Wzięłam stare Asicsy (od niedawna jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami butów minimalistycznych Puma Faas 300), więc dopiero na GP Szczecina na Arkonce wypróbowałam pierwszy raz Faasy - zresztą bez większego sukcesu - długa droga przede mną w nauce biegania na śródstopiu, które jest bardzo przyjemne w tych butach, ale jeszcze mam za słabe łydki i słabą technikę, żeby walczyć o lepsze czasy. 
Przyjemnie się biegło (pomimo Asicsów i ich wymuszonym kroku "na piętę"), górki trochę zmęczyły, ale zbiegi nie były aż takie złe jak ostatnio, starałam się lądować na śródstopiu i przyśpieszać. Potem ognisko z kiełbaskami i do domku. Tego dnia był tez bieg WOŚP "Policz się z cukrzycą" na 2 km na Placu Orła Białego, ale my nie wybieraliśmy się. 
Piotr poprawił wynik o 2 m:40 s... Szok!


Grand Prix Szczecina Run Expert na Arkonce 19.01 Bieg 4

spotkałam Ingę z Krzychem

Ja z Zosią




Wyniku nie poprawiłam (27:48), wyprzedziła mnie moja idolka Ola Żołnowska (napiera na treningach pięknie!). Spotkałam Wojtka Krawczaka - wyrwał się z Pogorzelicy na ten bieg, ładnie mu poszło bo 18:27 niby bez przygotowania (pracuje już pełną parą w Pogoni nad formą piłkarzy do następnego sezonu), Wojtka Dybiżbańskiego - udało się mu pobiec na 18:14! Ingę z Krzychem (24:06), Dawida, Daniela z chłopakami... Trzymałyśmy się z Olą, Olą, Zosią i Radkiem, był na chwilę Piotr Borowski... Zdjęcia jak zwykle super od Jarka Dulnego, atmosfera sportowa i wesoło!
Jak pisałam wyżej pierwszy start w minimalach, treningów było zbyt mało ostatnio, żeby powalczyć, wciąż piszczele nie dają trenować tak jak by się chciało.
Zrobiłyśmy raz z Zosią fajny trening po górkach w Kasprowiczu, no ale przed startem trzeba było odczekać, było też spotkanie integracyjne Wieczornego biegania w Szczecinie, więc dzień znów wypadł... Życie...

22.01 Szczecińska Dobranocka czyli Bieg na orientację.

Zdecydowanie najfajniejszy motyw!! Polecam gorąco, od dziś jestem mega fanką zdobywania punktów! Byli ze mną Wojtek Kępka (biegł pierwszy raz i to od razu w swojej kategorii) i Zosia (poszło im bardzo dobrze, ale musieli szybko spadać i nie zostali na dekoracji), poza tym startował też Wojtek Dybiżbański (nie udało mu się zebrać wszystkich punktów niestety). Ja biegłam w kategorii open, czyli dla dzieci i reszty. Po biegu gorąca herbata i ciasta w ciepłej sali szkoły.
Już byłam podziębiona  po ostatnim treningu na mrozie, na Dobranocce pobiegałam około 40 minut, ale już kaszel się umocnił... Pogoda była mroźna, ale bez wiatru. Punktów wszystkich nie zdobyłam (pominęłam jeden), ale satysfakcja i ubaw były wielkie! Specjalnie zakupioną czołówkę, oczywiście petzl odebrałam od Pawła przed biegiem, ubrałam się cieplej, buff z polarem pod szyję i niestety znów Asicsy na nogi (teraz wydają się ciężkie jak cholera... zaczynam się poważnie zastanawiać czy ich nie przerobić na minimale, czyli uciachać ta piankę z podeszwy), a mogłam założyć Faasy, bo w sumie ładnie trzymają się śniegu.
W domu byłam o 21.30, ale z super wrażeniami! Piszę się na następną edycję i żałuję, że dopiero teraz mi się udało przekonać jakie to fajne! No i teraz będę chciała wystartować z swojej kategorii.
Ciekawe były sytuacje na tym biegu... Spotykałam parę razy Zosię i Wojtka - oni mieli więcej punktów, oraz inną kolejność. Pijaki spod sklepu co rusz pytali po co tak biegamy i jaka jest nagroda, ludzie z psami: "co wy tutaj dzisiaj macie?", grupki skupionych biegaczy z czołówkami studiujący jakiś problem z map.
No więc po tym mnie uziemiło w domu już do końca stycznia, a nawet nad Szmaragdowym 2-go lutego nie wystartowałam... bywa... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz