8 września 2013

XXIII Półmaraton Uznamski - 7.09.13 r. Wolgast

Start (nr 389)

Relacja:
W piątek wieczorem zajechaliśmy we trójkę: Piotr, ja i Jagoda, do Świnoujścia, gdzie mieliśmy zarezerwowany przez organizatora maratonu nocleg w domkach kempingowych. Jagoda mogła przyjechać z nami ponieważ w półmaratonie startowałam tylko ja, dlatego, że Piotr ma kontuzję stopy. Z tego też powodu miałam sporą tremę. Bieg w pojedynkę i to za granicą. 
Po zameldowaniu na ośrodku Relax poszliśmy na spacer do Biura Zawodów, gdzie odebraliśmy pamiątkowe koszulki, a potem na promenadę. Pogoda była letnia, zero chmur i ciepło.

W sobotę o 7.40 był odjazd autokarów z zawodnikami półmaratonu do Wolgast. Maratończycy zaś startowali ze Świnoujścia i biegli do Wolgast. W autokarze wszyscy gadali i się śmiali, znali się z poprzednich edycji, lub byli ze swoją parą... A ja miałam tremę i stresa i wciąż powtarzająca się myśl: co ja zrobię, gdy nie będę mogła dobiec... Usiądę na boku i powiem, że nie mogę dalej? Dodam, że na miejscu byli tylko Niemcy.
Na miejscu odebrałam numer startowy z małym prowiantem - jabłko, baton i sok w woreczku. Trema trochę ustąpiła. Niestety na starcie nie było wody! 
Start był o 10.30, więc było sporo czasu na przebranie, rozgrzewkę, drugie śniadanie i wc. Czekałam na Piotra, żeby mu zostawić rzeczy (m.in. komórka, dowód osobisty, oraz ciuchy na przebranie po biegu).  Nie mogłam się do niego dodzwonić, jak się już udało to zasięg był straszny, więc mało co się słyszeliśmy a on nie znał miasta, więc nie wiedział jak jechać i czy da radę gdzieś w pobliżu stadionu zaparkować... Same trudności... Jak już dojechał na 5 (!) minut przed startem to nie miał ze sobą wody tylko izotonik, po którym miałam sensacje żołądkowe wcześniej. Wręczyłam mu rzeczy i od razu wyścig wystartował. Trochę nerwowa sytuacja, ale na szczęście dotarli na czas.

Sam bieg był już mniej sielankowy. Było dość ciepło bo około 26 stopni i pełne słońce. Z początku biegło mi się bardzo fajnie. Byłam w dużej grupie osób, było wiele grup kobiet, wiele zawodników z Polski, po czym po trzecim (3!) kilometrze złapała mnie kolka. Bardzo rzadko dostaję kolki, a tempo było dość spokojne, bo około 6,15 min/km, więc mnie to trochę podłamało. Wyprzedziło mnie chyba ze 30 osób, bo musiałam w końcu przejść w marsz. Gdy trochę przeszło dogoniłam na ósmym km już mocno rozstrzeloną grupę... Na szczęście na trasie były punkty z wodą, więc nie odczuwałam pragnienia. 
Gdy minęłam 13 km czająca się ciągle gdzieś w prawym boku kolka przeszła w skurcz całego brzucha, od prawego do lewego boku szerokim pasem, i po niedługim czasie dołączył uciążliwy ból pleców w odcinku lędźwiowym -  myślałam, że to efekt braku treningu po twardej nawierzchni, ale jak się później okazało nieruchomość w kręgach lędźwiowych. Więc ostatnie 8 km to była walka ze sobą i z bólem. Przechodziłam z biegu w marsz, gdy już nie dawałam sobie rady, po czym znów zmuszałam się do wolnego truchtu. Co ja myśli miałam to moje. "Co ja tu robię? Przecież w tym tempie nie dobiegnę nigdy. Nigdy więcej półmaratonów! Wszyscy już pewnie wyszli ze stadionu i poszli do domu, tylko Piotr z Jagodą czekają i się martwią." Minusem tutaj był zupełnie samotny bieg na polach leżących przed Wolgastem przez około 4-5 km i zanim wbiegłam do miasta miałam największe kryzysy. Zero biegnących za mną ani przede mną, zero ludzi wkoło, zero rzeczy na których można by zawiesić oko - same pola!
W mieście już kibice i wolontariusze dodawali sił przyjaznym dopingiem i jakoś przez ostatnie 3 km dawałam radę truchtać bez przerw. Jeden wolontariusz biegł wraz ze mną około 300 m. Nogi co prawda przez ten ból nie chciały iść w górę, więc mój bieg pewnie wyglądał żałośnie, ale był to jednak jakiś tam bieg. Specjalnie zatrzymywany ruch w mieście dla mojego żałosnego truchtu - to było śmieszne. Widziałam też sytuację ocucania jednego z pierwszych maratończyków startujących (o tej samej co ja!) godzinie ze Świnoujścia. Zrobili dwa razy większy dystans z podobnym do mojego czasem!

Na stadionie powitał mnie spiker przez głośniki, Jagoda podbiegła do mnie jeszcze przed linią mety i biegła ze mną, trzymając mnie za rękę i wołała "szybciej mama!" to było piękne, po czym we dwie przekroczyłyśmy metę, dostałam medal i był zasłużony odpoczynek na murawie. Jagoda skakała i cieszyła się, że dobiegłam, że już jestem. Głaskała mnie po głowie i non stop coś mówiła. Martwiła się bardzo, że mogę się zgubić w tych Niemczech a nie znam niemieckiego. Ja też cieszyłam się, że jednak nie zeszłam z trasy, wygrałam tę walkę, zdobyłam medal - dla Jagody to było ważne, że dostałam nagrodę (bo i po co biec tyle godzin, bez nagrody?). Czas był oczywiście bardzo kiepski 2h:39min:45s. ale satysfakcja ogromna, poczucie spełnionego zadania również. Potem poszłam wziąć prysznic, zjadłam grochówkę, wypiłam colę (!), odebrałam pamiątkowy dyplom ze swoim czasem i miejscem. 
Pojechaliśmy stamtąd  prosto do Szczecina, bo o 19-stej było spotkanie z Igą, Darią i paroma innymi koleżankami z byłego przedszkola Jagody przy Teatrze Kana.



Kontuzji raczej żadnych nie nabawiłam się, czego się najbardziej obawiałam na trasie. Bałam się o nogi przy piszczelach i lewą stopę po zewnętrznej stronie. Czuję mocne zakwasy w udach i ból lewej kostki wewnętrznej przy dotyku, ale myślę, że to zmęczenie. Piotr był niedawno u masażysty sportowego Wojciecha Krawczaka, który powiedział mu, żeby nie odbijać się od zewnętrznej krawędzi stopy, tylko z dużego palca. Rada podziałała, bo nogi nie czują tych kilometrów w ich słabych punktach.
A już 22 września bieg "K2" w Lasku Arkońskim. 8611 metrów w okolicach wieży Quistropa. Trasa będzie miała charakter górski. Liczne strome zbiegi i podbiegi. Nawierzchnia: głównie podłoże leśne (miękkie), również schody, liczne korzenie, kamienie i piasek, w przypadku występowania opadów – także błoto.

A więc za rok powtórka! Mam nadzieję, że w większym składzie.

na promie do Świnoujścia

Start

prezentacja medalu

zwycięska Jagoda

2 komentarze:

  1. Oj Kochana wielkie gratulacje!!!!!!!!!!!!!! Ale jestem z Ciebie dumna...pewnie nie tak bardzo jak Jagoda ale też bardzo♥...buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie Magda!!! Teraz będę tylko pobijać ten "rekord" hehe

      Usuń