9 grudnia 2013

II Bieg zBiegiemNatury

Dzisiejszy bieg przełajowy (5 km) odbywał się na drugi dzień po Orkanie Ksawerym, na szczęście już nie wiało aż tak mocno. Rano poprószył drobny śnieg, było około 1 stopnia. Miałam kolce z Lidla, więc na trasie bez poślizgnięć. Ubrałam na siebie tym razem dwie warstwy: koszulka termo z długim rękawem i kurtkę przeciwwietrzną. Pamiętam podobne warunki na Alkali w marcu tego roku (chociaż było cieplej o 3 stopnie, ale mocniej wiało) to wystroiłam się w cztery warstwy i było zdecydowanie za gorąco.

Zostawiliśmy rano Jagodę u Alicji i Ani, zabraliśmy po drodze Olę, bo Piotr B. ją wystawił, bo się ponoć rozchorował  ;)

Dzisiaj obojgu udało się dobiec bez kolki!
Próbowałam zbiegać na śródstopiu, ale chyba nie potrafię... Wojtek Dybiżbański kazał ustawić się prostopadle do nachylenia zbocza.
Napisał mi: bo zbiegi są techniczną sprawą. Lądujesz na pięcie bo w czasie zbiegu pewnie odchylasz się do tyłu i zarazem są jakieś lęki i człowiek hamuje i ląduje na pięcie. dlatego na zbiegach wyłącza się myślenie i całą wyobraźnię, pochyla do przodu żeby kąt między ciałem biegacza a podłożem wynosił 90stopni (tak jak na płaskim) i leci się w dół ot cała filozofia.
Co prawda próbowałam tak zrobić i dzięki temu, że nie waliłam piętą i nie starałam się hamować może udało się uniknąć tej kolki. Ale ile w rzeczywistości na tak niedużych nachyleniach cośtam się udawało...?
Ja: poz 126, 9 w kat wiekowej, 15 kobieta z czasem netto 30:57 i brutto 31:05 Tempo: 6:11 Poprawiłam ostatni wynik (32:24) o 1:27.
Piotr: poz 118, 41 w kat wiekowej, 106 mężczyzna czas 29:50.

Fot: Piotr Krawczuk

wpadam na metę






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz